Andrzej S.
Google
Przez pięć kolejnych lat pływałem po Lofotach, z tego cztery razy cumowałem w Sørvågen, głównie po to aby zwiedzić Norsk Telemuseum. Trzy razy odbiłem się od drzwi, ale za czwartym razem wreszcie się udało. Warto było czekać. Muzeum warte jest odwiedzin. Kustosz, kasjer i przewodnik w jednej osobie jest synem ostatniego radiotelegrafisty, obsługującego stację radiotelegraficzną w Sørvågen. Potrafi pięknie opowiedzieć o historii tej stacji oraz rozwoju łączności telegrafii i radiotelegrafii na Lofotach. Do tego potrafi powiedzieć to prostym językiem angielskim, który nawet taki neptyk w angielskim jak wszystko zrozumie zrozumie. Eksponaty również są interesujące i jest ich sporo, jednak warto by je trochę uporządkować. No i to jest jedyny minus, który zauważyłem.